Teresa Kopeć, Ulotna chwila

Szczęście chodzi nocą w Wielkanocny Poniedziałek.

Spotkałam je, wiec mówię prawdę.  Trzeba tylko wyjść i znaleźć tę właściwą drogę.

Może być blisko, ale ty nie wiesz, bo w gonitwie za przyziemnością nie spojrzałeś gdzie trzeba – w odpowiednim momencie. Podpowiadam tym, którzy chcą je zobaczyć, że jest ta droga bliżej serca, bo w nim tkwi szansa jej znalezienia. To nie zdarza się często, bo droga znika we mgłach i staje się niewidoczna, jednak w przebłyskach można ją ujrzeć. 
Wieczór był pogodny, na górze gwiazdy ( pełno ich ), aż po nieskończoność, której nie można zrozumieć. Nagle zza drzew wyjrzał księżyc, z lekko zjechaną już twarzą, mimo to, uśmiechnął się niespodziewanie. Nagle do nogi podbiegł pies, na drzewo skoczył czarny kotek , a w twarz chuchnęło ciepłe powietrze. Deszcz przestał padać i wiatr ucichł. Właśnie w tej chwili wyszło na drogę, pod lasem szczęście. Wyszło  z wykopanych przez dziki dołów. Podeszło blisko i zaniosłam je do domu. Bo tam czekał mój syn, który odwiedził mnie w czasie świąt.

Na drugi dzień już go nie było. A mnie rozbolała  głowa. Dobrze, że nie wczoraj, bo dzisiaj nikt tego nie widzi.
Myślę, że szczęście jest krótkie, ulotne ale warto choćby dla tej małej chwili żyć.

Warto cieszyć się małymi rzeczami, bo kto wie jakie będzie jutro i pojutrze.


03 kwietnia 2018, Teresa Kopeć

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

8 komentarzy “Teresa Kopeć, Ulotna chwila”

%d bloggers like this: