Tadeusz Wojewódzki, Czy można zmienić człowieka?

Czy można zmienić człowieka?

Łatwiej Ziemię przewiercić na wylot, niż zmienić człowieka…

Kto próbował – ten wie najlepiej. A jeśli tak, to po co nam cały ten cywilizacyjny dorobek? Filozofia, religia, literatura – z krystalicznymi charakterami, wspaniałymi ludźmi, szlachetnymi  postaciami? Po co nam te rejtanowskie gesty oburzenia na ludzką niegodziwość, na jawną niesprawiedliwość, na podłość, zawiść i zwyczajną, codzienną małostkowość ? Przy tych nieprawościach dumny wizerunek człowieka przypomina jedynie wilka przebranego za babcię Czerwonego Kapturka? Po co nam te bajki?

Wielu z nas odpowiedziało już na to pytanie negatywnie: wycofaniem, zamknięciem się na cudze sprawy i problemy. Pilnujemy teraz już tylko własnego podwórka. Zachowujemy cichy dystans. Pozostajemy niczym ściana dobrze odbijająca ludzie skargi, wołanie o pomoc, sprawiedliwość, normalność. W indywidualnych, rzadkich zresztą rozmowach, nadal zaznaczamy brak naszej akceptacji dla tego, co się dzieje. Ale nigdy i nigdzie nie protestujemy publicznie, nie składamy podpisów na petycjach, nie uczestniczymy w internetowych akcjach.

Zachowując święty spokój – zdajemy się nadal zachowywać szacunek dla samych siebie. Bez potrzeby jego aktywnej weryfikacji – w przekonaniu, że ten , kto nic nie robi – nie czyni zła. I w rzeczy samej – trudno czynić tutaj zarzuty, poza tym, że wycofanie zacnych ludzi z publicznych obszarów naszej egzystencji stało się wyśmienitym tłem dla miernoty i małości człowieka, dla  jego ciemnych stron. Poza tym, że ta ludzka bylejakość nabrała w kontekście naszej bierności rangi normalności, swojskości i zwyczajności …

Czy w kraju, gdzie odchodzące pokolenia zostawiały potomnym zgliszcza, wspomnienie krzywd i nierozliczonych rachunków niesprawiedliwości – można żądać od ludzi, aby zrezygnowali z prawa do zajmowania się tylko swoimi sprawami, życiem swoich rodzin i własnym?

A – z drugiej strony pozostają pytania jeszcze trudniejsze, jak to czy każdy z nas, imiennie, jako członek wspólnoty- ma obowiązek wobec innych i siebie samego, pilnować dobra wspólnego, jak źrenicy oka…

Jak tu jednak pilnować czegoś, co na dwóch rodaków – trzy są zazwyczaj odmienne spojrzenia? Jak ten sam fakt – każdy inaczej widzi, ocenia i rozumie?

Trudno nie odnieść wrażenia, że mocno się w tej naszej realności zapętliliśmy. Jak ślepy we mgle. Każdy wie swoje i nie słucha innego, a jak nawet słucha, to i tak niewiele z tego rozumie i tyle akurat z tego wynika. Pora to zmienić. Siebie oraz innych…

Problem jest jeden tylko: czy można zmienić człowieka?

 

 

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: