Marzena Marczyk, „Jeżeli nie my, to kto?”

Nasza misja

Ostatnio wystarczy włączyć jakiekolwiek medium, aby w ciągu chwil usłyszeć kilka co najmniej wiadomości o śmierci w wypadku, atakach terrorystycznych, tragicznych sytuacjach, gdy umierają ludzie, bo zabrakło dla nich refundowanych leków.

A my słuchamy i…?

Beznamiętnie połykamy te, wydawałoby się, porażające informacje. Większość zobojętniała na ludzkie dramaty, na bezsensowną śmierć. Już T. Różewicz ostrzegał nas przed tym zjawiskiem w swoim „Liście do ludożerców”. Znieczulica uczyniła z nas społeczeństwo cyborgów reagujących jedynie na bodźce nam najbliższe. O tak, kiedy tragedia dotyka nas, wtedy potrafimy okazywać emocje, smutek, żal, rozpacz.

Zastanawiam się, kiedy zaczął się ten proces patrzenia tylko na siebie? Co w nas ludziach zabiło zwykłą przyzwoitość, wrażliwość na krzywdę bliźniego? Co poszło nie tak w wychowywaniu kolejnych pokoleń?

Zabija nas konsumpcjonizm, obojętność, zwykłe, rzekłabym samolubstwo. Nie obchodzą nas cierpienia innych. Czasami myślę, że jest to po części winą wszechwładnych mediów. Nie od dziś wiadomo, że na tragedii, sensacji, zarabia się najlepiej. Obraz kreowany jest tak, aby jak najlepiej dało się go sprzedać.

Żyjemy w świecie, który za cel główny postawił sobie zarabianie. Wciąż więcej i więcej. Nieważne jakim kosztem, nieważnie, ilu ludzi po drodze ucierpi. Wróciła stara dobrze nam znana zasada; „Cel uświęca środki”. Wielkie korporacje, które jak młyny mielą ludzi w imię rzekomo wyższych celów. Szczytne hasła współpracy, poświęcenia dla dobra wszystkich pracowników, są tylko fasadą, za którą ukrywa się jedno, wszechwładne bóstwo – zysk.

Słabi, (czytaj: wrażliwi, obdarzeni empatią, twórczy, ale mało przebojowi) giną bez śladu, stłamszeni, albo zdeptani przez tych, którzy, choć mniej zdolni, mają jednak w sobie siłę, przebojowość, a przede wszystkim bezwzględność w dążeniu do celu. Na topie są młodzi, piękni i bogaci. Do stworzenia tego mitu w ogromnej mierze przyczyniły się media, które są silnym źródłem opiniotwórczym. To one kreują świat ludzi, narzucają wzorce zachowań, wyglądu, nawet zasad etycznych.

Mijają, niestety, czasy, kiedy to w mediach pracowali ludzie kompetentni, wykształceni, posługujący się piękną, staranną polszczyzną. Dzisiaj bardzo często promuje się bylejakość, lekceważenie w stosunku do zaproszonych gości, brak elementarnych zasad „kindersztuby’. Zdarzyło mi się widzieć dziennikarza, który prowadząc rozmowę z kobietą, żuł gumę!

Tylko, chwileczkę…. Media, to nie twór z kosmosu. Nie komputery, które układają tekst na teleprompterach w telewizyjnym studio. Media tworzą ludzie, czyli my. Każdy z nas może zdobyć wpływ na treści płynące do nas z ekranów. Każdy z nas może reagować, piętnować takie zachowania, nawoływać do zmiany. Nawet jeśli to jest passe, źle się sprzedaje, jest niemedialne.

I tu się otwiera ogromne pole pracy dla każdego z nas. Propagować normalność, przywrócić właściwe proporcje i rangę zasadom kultury, dobrego wychowania. Pokazywać przykłady pozytywne, nawet te najdrobniejsze, a piętnować zło. To potrafi i może każdy z nas. Takim głosem naszego sprzeciwu może być napisanie listu otwartego do gazety w jakiejś istotnej sprawie. Innym zaś zachowanie się na widowni programu publicystycznego. Widzowie zazwyczaj siedzą i słuchają kłótni gości, ubliżania i krzyków. Czasami mają możliwość wypowiedzi. Właśnie wtedy mają szansę odnieść się do poprawności języka, do kultury wypowiedzi i zachowania wobec przeciwników?

Pokonajmy zasadę oglądania się na innych. Wyrzućmy z głów przekonanie, że nie warto się wychylać. Zacznijmy wspólnie pracować na rzecz ratowania ludzkich istnień.

Bo jeżeli nie my, to kto?

???

 

© Marzena Marczyk

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

5 komentarzy “Marzena Marczyk, „Jeżeli nie my, to kto?””

%d bloggers like this: