
Przyszedł do mnie sąsiad. Nie lubię go, gdyż z „tamtej opcji” jest. Ale sąsiad, to sąsiad, choć z dalszego sąsiedztwa – toć człowiekiem ci jest. Znajomość to wprawdzie taka, że jej początku ustalić dzisiaj nie umiem, ale człowieczeństwo, to -generalnie – wielka rzecz. A cóż dopiero sąsiedztwo… No i skoro przychodzi do mnie, to pewnie mnie lubi… Jak tak sobie to wszystko przeanalizowałem, to jakiś taki mi się sympatyczniejszy ten sąsiad wydał. Niewiele brakowało, a bym go serdecznie -na powitanie – wyściskał. W porę jednak opamiętanie przyszło… . Tkwimy w podziale na swoich i obcych. A ten – niby swój, ale obcy w sumie jest. Skoro mnie odwiedził – to siadamy i rozmawiamy. Wiadomo, że mężczyźni nie plotkują. Mężczyźni co najwyżej poruszają poważne kwestie społeczne, odwołując się do konkretnych przykładów. Sąsiad z takim przykładami raz po raz przychodzi. Przywodzi go poznawcza potrzeba przeanalizowania problemu i to z osobą o […]